Gruza nieźle go obsadził. Wziął aktora znanego z ról hrabiów i książąt, mającego etykietkę amanta i zrobił z niego "króla chałtur", który w garderobie opowiada jakieś pseudomądrości "o życiu". Śmiałowski opowiadający te brednie w nienagannym fraku, z muszką, z twarzą pełną powagi i głosem pełnym namaszczenia - jest komiczny jak nigdzie. Bo mało kto odważał się go komediowo obsadzać.

Nieżyjący już aktor i reżyser Jacek Andrucki opowiadał mi pewną anegdotę, która wydostała się ze świata teatru i zaczęła żyć jako dowcip. Wszyscy bohaterowie nie żyją, więc mogę przytoczyć. Któregoś dnia w Teatrze Narodowym w damskiej garderobie panie pokłóciły się mocno w temacie starości i eutanazji. Irena Eichlerówna, tym swoim manierycznym, mocnym głosem w pewnym momencie powiedziała: "Ja nie chcę być dla nikogo ciężarem, więc jak będę już bardzo stara, to po prostu strzelę sobie w łeb". Słyszący to Igor Śmiałowski ryknął tak, że usłyszały go wszystkie garderoby: "Ognia!!!"
Od tej pory niezwykle wrażliwa na punkcie swojego starzenia się Eichlerówna podobno mówiła, że "Igorek jest miłym kolegą, tylko ma skłonność do nietaktownych dowcipów".

_________________
...i zdanżam na czas proszę pana!
www.mariuszgorczynski.pl