Czy ten film ma szansę na Oskara? Nie wiem. Temat ma bardzo interesujący, ale mam wrażenie, ze jak na film oskarlwy jest zbyt mało jednoznaczny, zadając zbyt wiele pytań w stosunku do dawanych na nie odpowiedzi.
Oparty na faktach film Komasy pokazuje nam historie młodego lokatora poprawczaka, próbującego odnaleźć się na nowo w Bogu i wierze. Marzy o kapłaństwie, czuję powołanie, ale twardy w stylu Louisa Gossetta Jr poprawczakowy duszpasterz (w tej roli świetny Simlat) rozwiewa jego marzenia, po wyroku to odpada... Kiedy nasz bohater, mający na warunkowym rozpocząć pracę w stolarki w fabryce mebli u pewnego lokalnego potentata na drugim końcu Polski, dostrzega szansę na choć chwilowe spełnienie planów, rzuca się w nie po szyję... Wydawać by się mogło, że dostaniemy stereotypowy obrazek z polskiego kina - ciemna prowincja, ciemny Kościół, zapijaczona wieś, trzesacy wszystkim dygnitarz...
Ale Komasa dość interesująco myli tropy. Nic tu nie jest do końca takie jak można się spodziewać. Stary ksiądz pozornie wypalony i trawiony nałogiem na końcu wygłasza kazanie pelne treści... Dygnitarz w znakomitej interpretacji Leszka Lichoty okazuje się nie być tepym prostakiem, tylko zabiegajacym o spokój w swoim rewirze i idacym na różne układy w związku z tym... Odważna młoda dziewczyna nieoczekiwanie znajduje gdzieś granice dla swojego buntu, a jej matka odszukać w sobie resztki szacunku dla innego człowieka.
Nie wiem, jak ten film wyglądalby z punktu widzenia katolika. Z mojego punktu widzenia jest tak, że Komasa nie idzie w łatwe grepsy. Nie drwi z obrzedowosci, a temat filmu dawał takie pokusy. Komasa traktuje wiarę bardzo serio, jesli gdzieś ociera się o klimat skeczowy, to raczej pełni to rolę pokazania przewagi prostoty nad celebrowaniem i Bizancjum... Podoba mi się też to, że polska prowincja jest pokazana wreszcie bez oderwania od realiów. Nie ma tu rozwalonych chalup, wiecznie pijanych ludzi czy antysemickich napisów, w czym lubuje się np Szumowska. Mamy ludzi prostych, ale budzących sympatię lub współczucie, to są ludzie zwyczajni, prawdziwi. Wymowa filmu, jak powiedziałem, dla mnie niejednoznaczna? Czy każdy z wierzących nosi kapłańskie insygnia w tornistrze niczym bulawę? A może jednak nie, może Daniel ponosi karę za swietokradztwo? Czy faktycznie jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, cxy może jednak trochę upajala go nowa sytuacja i władza nad ludźmi? Gdzie są granice otwartości Kościoła? Nad czym może on a nad czym nie może przejść do porządku?
Filmu nie byłoby bez aktorów, a zwlaszcza bez Bartosza Bieleni, którego do tej pory widziałem chyba tylko w "Na granicy" a tu gra naprawdę świetnie. Jego oczy są równie niepokojące jak oczy Rutgera Hauera, twarz przykuwa uwagę... To może być duże nazwisko w przyszłości. Poza nim i wymienionymi wcześniej znakomici są... No dobra, wszyscy. Doskonale zagrany film. Konieczna, Rycembel, Kurzaj, Ziętek - oklaski. Nawet dwie całkowicie odmienne scemby erotyczne idealnie wkomponowuja się w klimat filmu, a to w polskim kinie rzadkość. Niezła jest muzyka, Eliza Rycembel śpiewa w pewnym momencie ładna piosenkę i ma ładny głos.
Wkurza mnie wielokrotnie jako racjonalistę ogromną rola KK w Polsce, ale to jest złość z cyklu "wkurza mnie, że w grudniu zimno". Rola jest i będzie duża, zwłaszcza w takich filmowych prowincjonalnych Stolarach. Ludzie ciągle potrzebują przewodników i podsuwania im definicji i gotowych rozwiązań. Komasa naprawdę zgrabnie pokazał, że nie ma w tym nic zdroznego - ale warto by to odświeżyć przekaz jeśli chodzi o formę, ale za to sięgnąć treścią do jego korzeni; i zrobił to bez szufli i grubej kredki Gratulacje. 8,5/10. A w kinie nie było dziś ani jednego wolnego miejsca.
_________________ Film to życie, z którego wymazano plamy nudy - Alfred Hitchcock.
|