Nie mówię, że uważam "Noce i dnie" za jakiś gniot i że w ogóle tego filmu nie znoszę i nie doceniam; w Filmwebowej skali 1-10 oceniłem go na 7, czyli raczej nieźle.

O ile nie szaleję za Barańską, to oczywiście jej rolę uważam za dobrą, choć większą sympatię mam do Bińczyckiego.

Odpowiadając najpierw na pytanie Sebastiana - widziałem film kinowy i szczerze mówiąc po jego zobaczeniu nie bardzo miałem ochotę, żeby zapoznać się z jeszcze dłuższą wersją serialową. Mam gdzieś jej nagranie, więc pewnie kiedyś to nastąpi. Film widziałem już jakieś dwa lata temu, więc niewykluczone, że teraz coś mi umyka albo nie pamiętam czegoś, co dziś bardziej by mnie zaciekawiło. Jednak zakładając, że pamiętam film w miarę dobrze, nie przeczę, że jest to kawał solidnej filmowej roboty, zrealizowany z rozmachem i robiący pewne wrażenie. Natomiast mam wątpliwości, czy jest to coś więcej niż tylko zrealizowane z rozmachem przeniesienie prozy na ekran. Nie przypominam sobie tam jakiejś wartości dodanej, czy to w postaci jakiegoś tematycznego pójścia dalej niż literacki oryginał, czy to w postaci czegoś ciekawego i niezwykłego w inscenizacji, zdjęciach i innych dziedzinach realizacji filmu, w których można coś niezwykłego zrobić. Pomimo tego rozmachu film wydał mi się po prostu mało efektowny. Może tak miało być, nie wykluczam, ale chyba bardziej w moim stylu są ekranizacje efektowne, jak choćby współczesna "Nocom i dniom" "Ziemia obiecana".

Tak więc w jakimś stopniu film Antczaka doceniam, ale bardziej, że tak powiem, głową niż sercem.
Dodam też, że bynajmniej nie chciałem umniejszać zasługom Antczaka w stworzeniu porządnego filmu, oczywiste, że dobre poprowadzenie aktorów to również osiągnięcie reżysera. Kiedy mówiłem o kunszcie reżyserskim miałem na myśli raczej jakiś ogólny zamysł filmu i jego realizację w zakresie przede wszystkim inscenizacji i zdjęć.